|

Teresa Boczkaja - Dnia Pięknego…
Dnia pięknego czerwcowego, roku pańskiego 2005, Ruszyły dwie polskie niewiasty do kraju im wcześniej nieznanego.
III Rzeczpospolitą na cztery miesiące opuściły, Ażeby za oceanem marzenia o niezapomnianych wakacjach ziściły.
Przestrzenią powietrzną dystans miedzy kontynentami pokonały, By pierwszego szoku - szoku termicznego- doznały.
Wszelkie formalności z mieszkaniem i pracą w mig załatwiły, Bo dziewczyny tracić czasu nie lubiły.
 Do motelu ‘Number 6’ się następnie udały, Gdzie siły po kilkunastu godzinach snu odzyskały.
Do pracy w kasynie i bufecie nie tylko się przyzwyczaiły, A nawet ją polubiły, gdy z czasem, profity jej wyczaiły.
Nie chodzi mi tu bynajmniej, choć to równie ważne, o dolarów przypływ, lecz o znajomości, Które, jak wiecie, liczą się dziś niezmiernie wśród ludzi „światłości”.
Nowych trendów mody możliwość poznania miały, Gdy Black Menów z afro, grzebieniami przyozdobionymi, każdego dnia oglądały.
Tak Afroamerykanów a propos, nigdy w życiu tak wielu ich nie spotkały, Ale jacy to sympatyczni i pomocni ludzie się przekonały.
Do sąsiednich kasyn regularnie nocami chodziły, ale dolarów bezmyślnie nie traciły. Bo gambling problem plakietka na ścianie i „głaszczących” maszyny nieszczęśników liczne przykłady, Uruchamiały w naszych bohaterkach wstrzemięźliwości pokłady.
Nad ową cnotą trudno im jednak było w pełni zapanować, Gdy chociażby ‘White Russian’a’ i ‘Screw Driver’a’ możliwość przychodziła im degustować.
Systematycznie, co środę z kolei, kraju Piastów obywatelki, Wbijały się w kompleksów sklepowych kolejki.
Istną profanacją byłoby window shoppingu dokonywanie, I na ciuchach ‘American Eagle’ czy ‘Roxy’ dolarów oszczędzanie.
W ‘Rock’n Rodeo Club’ rodem z westernów tańca tradycje kultywowały, Ale umiejętnie akcenty polskie, w szczególności góralskie, w nią wplatały.
‘Dirty dancingu’ zaś lekcje pobierały, W ‘Chicago’ disco i ‘Blind Tigerze’, których mury co tydzień przekraczały.
Wszyscy ich znajomi zgodnie jednak twierdzili, Że najlepiej się na polskich imprezach, w mieszkaniu dziewczyn bawili.
Niestety ich rumuńscy współlokatorzy i sąsiad zza ściany, Skutecznie zaprzepaszczali imprez plany.
A cóż biedne polskie istoty zrobić miały, Gdy z amerykańską policją, właśnie dzięki sąsiadowi, w progu ich apartamentu się spotkały?
Ale przyznać trzeba, że byli to faceci bardzo mili, Bo na wstępie, do zwiedzania amerykańskiego więzienia jedną z nich zaprosili.
Zaproszeniem do Baton Rouge od znajomych dziewczyny natomiast nie pogardziły, I dwa niezapomniane dni w stolicy Luizjany spędziły.
Tam, powrót w przeszłość w życiu Polek kilka razy się dokonała: Raz, na plantacji bawełny, która czasy Wojny secesyjnej pamiętała, Potem, na okręcie z drugiej wojny światowej, jej historia się im przypomniała. W końcu, w Capitolu, gdzie możliwość głosu z mównicy młodzież polska podniesienia miała.
Na ziemię sprowadził ich jednak szybko obraz, który dziś już dobrze znamy: Gromada uzbrojonych po zęby mundurowych, strzegących pobliskiego lotniska bramy.
Bez wątpienia rzeczywistość z fikcją się przeplatała, Na Florydzie, na której po trzech miesiącach pracy, młodzież polska wylądowała.
Tam innego, niemalże serialowego życia posmakowała, A wylegując się na plaży, trywialnych problemów bogaczy się nasłuchała.
Z kolei Nowego Jorku zwiedzanie, uwieńczyło dzieło Ameryki odkrywania, I zarobionych wcześniej w Luizjanie dolarów wydawania.
Wspomnienia z tą metropolią związane, Możnaby uznać, za co najmniej mieszane.
Hotel, w którym w ‘Big Apple’ trójka Polaków się zatrzymała, Zadbał, by w szczególności jedna z Polek go dobrze zapamiętała.
Chodzi tu o jakże oryginalny pokoju wystrój, I plugs, chyba w jego cenę wliczonych rój.
Nie chcę w tym momencie nikogo do tego miasta zrażać, Ale na szczury, karaluchy, pluskwy i na przypadkowo spotkanych ludzi radziłabym uważać.
Trzeba tu dodać, by tradycji stało się zadość, Że zwiedzanie miejsc Nowego Jorku charakterystycznych, sprawiło im ogromną radość.
Tak poważnie jednak mówiąc, to wierzcie mi na słowo, Że jest tam po prostu kolorowo i odlotowo.
Naszym sympatycznym bohaterkom come back to reality trzeba jednak było, Choć wcale się im do tego nie spieszyło.
Wiadome, że tęsknota za ojczyzną i bliskimi znać o sobie dawała, Lecz polska rzeczywistość w aklimatyzacji wcale im nie pomagała.
Jedna z nich trochę zmieniona wizualnie powróciła, Ale dzięki pewnym nagromadzonym pokładom…, zimę w Polsce bez problemu przeżyła.
Pod tym właśnie kątem słusznie się Amerykę charakteryzuje i krytykuje, Że istotę ludzką do jednego układu – układu pokarmowego - redukuje.
Tak oto historię z „innym światem” dziewczyny zakończyły, Lecz mimo upływu miesięcy, tęsknoty za szalonym wakacyjnym czasem się nie pozbyły.
I cóż, morał by się jakiś przydał na końcu tegoż „poematu”, Lecz mnie się wcale nie spieszy do zakończenia historii tej tematu.
Bo tak naprawdę, to przytoczone tu z życia dziewczyn epizody, Stanowią tylko ogromny wycinek z ich niezapomnianej, amerykańskiej przygody.
Jeśli tylko chcecie poznać jej detale, Jestem do Waszej dyspozycji stale.
Moje rady z pewnością będą Wam drogowskazem, Ale w żaden sposób nie do wyjazdu nakazem czy zakazem.
Tę decyzje sami podjąć bowiem musicie, Bo to tylko od Was – Rodacy- zależy Wasze życie.
Otwarcie jednak ogłaszam, Że jeśli nadarzy się kolejna okazja, ja się do programu na 100% zgłaszam.
Jeśli zaś pogadać z bohaterkami dokumentu z serii „My tam byłyśmy” chcecie, Wiedzcie, że pod mailem bocz@vp.pl zawsze je znaleźć możecie.
Na koniec, ja, „dzieła” tegoż autorka, która za oceanem tytuł Theresy II otrzymała, Podziękowania za towarzystwo w Stanach cool personom złożyć bym chciała: Wpierw Joli, która bezlitosną heart breakerką, ale i najlepszą kumpelką się okazała, Pawłowi, którego cierpliwość w trakcie przebywania i podróży z nami, apogeum uzyskała. I Przyjaciołom: z Luizjany, Florydy i Nowego Jorku, których Bozia szansę spotkania mi dała.
God bless you więc moi kochani, Bo bez Was te wakacje byłyby do bani. YO!!!
Teresa Boczkaja
do góry | wstecz
|